Blog
uniwersumkultury
matmal
matmal kulturoznawca
0 obserwujących 2 notki 2158 odsłon
matmal, 20 kwietnia 2017 r.

"Reytan. Upadek Polski" - dekonstrukcja mitu

379 8 0 A A A

 Wszystkim nam znana jest, zobrazowana przez Jana Matejkę, scena z udziałem Tadeusza Reytana, a więc upadek z wyczerpania (bo i taka - wcale nie tak głupia jak się wydaje - interpretacja istnieje) bądź celowa manifestacja spod drzwi sejmowej izby. Przypisywana Reytanowi ofiarność oraz wypowiedziane przez niego bliżej nieokreślone słowa - choć, co zawsze podkreślane: słowa o charakterze na wskroś patriotycznym - przekazywane były (i są nadal) niemal bezrefleksyjnie od momentu jego śmierci (mam tu na myśli nie tyle wymiar dziejowy czynu - bo ten został nam przekazany z nawiązką - ile ignorowanie świadectw ów czyn potwierdzających). Namalowany przez Matejkę - niespełna sto lat po wydarzeniu - obraz, mimowolnie stał się symbolem upadku kraju oraz przyczynkiem do kultywowania osoby Reytana. I tak jak to bywa w przypadku ludzi - legend, czy mitów - do owej historii odnosimy się zawsze w tym samym, niezmiennym od ponad dwustu lat celu: utwierdzania samych siebie w przekonaniu, że było tak, jak zaświadcza nam o tym nieomylny przekaz historyczny. Mało kto pamięta jednak, że: „Przekaz historyczny nie potrzebuje prawdy historycznej [...]”[1], że daje sobie doskonale radę i bez niej, więcej - owa prawda jest mu najzwyczajniej w świecie zbędna.

Aż do 2010 roku nie sposób było doszukać się w literaturze polskiej książki podnoszącej problematykę Reytanowskiego czynu, w oparciu o zachowane po dziś dzień świadectwa, a więc: relacje bliskiego Reytanowi środowiska, zapiski rodzinne, miejscowe legendy, słowem książki, która skupiałaby w sobie wszystkie zebrane na tym polu dokumentacje, która na bazie - okraszonej odautorskim komentarzem - relacji naocznego świadka, rozstrzygnęłaby kwestię postrzegania dziejowej sceny (która powiedziałaby: było tak i tak).  Lektura doskonałej pod tym kątem, choć mającej swe wady (o czym później) książki Jarosława Marka Rymkiewicza: „Reytan. Upadek Polski”, to dokonywany na naszych oczach proces dekonstrukcji mitu. Zacznijmy od przypisywanych Reytanowi (z okazji wydarzeń pierwszego sejmu rozbiorowego) - a pochodzących z kilku różnych źródeł - słów. Stanisław Staszic relacjonował następująco: „Zaklina ich na miłość Ojczyzny, na miłość ich własną, na honor Narodu, aby sobie sami nie czynili tej krzywdy, aby nie gubili Ojczyzny”[2] i „Krzyczy: zdepczcie mnie, kaliczcie mnie, kiedy Ojczyznę gnębicie”[3]. U Ludwika Cieszkowskiego odnajdujemy z kolei, taki oto obrazek : „Niejaki Jezierski [...] przestąpiwszy go we drzwiach leżącego, zawołał: Ja pierwszy! Na co Reytan odpowiedział: Ty pierwszy - szelma!”[4]. Julian Ursyn Niemcewicz natomiast, widział scenę tak: „Jeżeli, wołał, miła wam wiara, miła ojczyzna, jeżeli nie chcecie się podać na wstyd, hańbę i niewolę wieczną, zostańcie, zaklinam was”[5]. Jak z powyższego jasno wynika, obrazów ofiarności Reytana jest tyle, ilu autorów o nim piszących (a nawet więcej, bo u Niemcewicza można odnaleźć przynajmniej trzy różne relacje z tegoż samego wydarzenia). Pozornie zdają się oni zaświadczać o tym samym, nawiązywać do heroizmu i nieprzyzwolenia na rozbiór Polski. Diabeł jednak - jak zawsze z resztą - tkwi w szczegółach, a te się od siebie znacznie i niepodważalnie różnią. Spośród cytujących słowa Reytana autorów (wśród których znaleźli się jeszcze inni, nie przywoływani wcześniej: Józef Wybicki, Adam Mickiewicz, Anna z Rejtenów Geryczowa, Józef Szujski, Józef Ignacy Kraszewski, Wanda Konczyńska), tylko jeden znajdował się (a i względem tego nie ma pewności) w pobliżu feralnych drzwi[6]. Z pewnością nie było tam jednak ani Staszica, ani tym bardziej Niemcewicza.  Pierwszego z nich nie było w tym czasie w Warszawie, a Niemcewicz liczył sobie wówczas piętnaście lat i obradom sejmu się nie przysłuchiwał[7]. Tym, który mógł widzieć padającego na posadzkę sejmowej sieni Reytana (a co do czego - zaznaczam - nie ma stuprocentowej pewności), był więc - pełniący obowiązki pracownika kancelarii sejmu - Ludwik Cieszkowski[8]. Miano najbardziej autentycznych słów przypada więc, jakże sarmackiej (i niepozbawionej awanturniczej żyłki) odezwie Reytana: „Ty pierwszy - szelma!”. 


Na tym jednak nie koniec rewelacji. Istnieje bowiem świadectwo, którego treść nie tylko doszczętnie burzy dotychczasowe postrzeganie dramatycznej dla losów naszego narodu sceny, ale też nakazuje odbieranie jej w kategoriach mistyfikacji. Zanim jednak o tym kontestatorskim świadectwie, warto przybliżyć sobie obraz, który w największym stopniu przyczynił się do utrwalenia Reytanowskiego poświęcenia w świadomości milionów Polaków. Pierwszym wartym uświadomienia faktem jest konieczność czytania obrazu Matejki w sposób symboliczny, a nie - jak czyni to zdecydowana większość widzów - realistyczny (!). Zgodnie z objaśnieniem Józefa Szujskiego (obszernie przez Rymkiewicza cytowanego właśnie w kontekście analizy obrazu), intencją autora było ujawnienie w symbolicznym skrócie istoty tego, co przydarzyło się Polakom w drugiej połowie XVIII wieku[9]. Stąd też tak znamienny tytuł obrazu: „Upadek Polski”[10] oraz obecność na nim osób, które w interesującym nas zdarzeniu (tzn. w posiedzeniu sejmu rozbiorowego 1773 roku) najnormalniej w świecie nie brały udziału. Umieszczony w lewej części dzieła, przewracający krzesło starzec (z którego ręki wypada pióro) to - nieżyjący już wówczas - Franciszek Salezy Potocki.

20 kwietnia 2017 r.
Autor: matmal
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale Kultura